Przez całe życie podpierał ściany sądząc, że taniec nie jest dla niego – bo „nie ma słuchu”, „nie umie”, „nie ma talentu”… Aż jesienią 2017 roku, nieco przypadkiem, wylądował na zajęciach Salsy Kubańskiej i zakochał się od pierwszego tuptania – w tańcu tym odkrył luz, wolność i radość z ruchu.
Odkrył też, że wszystkich tych potrzebnych do tańca umiejętności – tego mitycznego słuchu, tych ruchów i figur, tej kreatywności – można się zwyczajnie nauczyć. Wystarczą dobry nauczyciel, chęć do nauki i wytupane parkietogodziny.
Teraz z tym właśnie nastawieniem uczy innych – przekazując im, że nie muszą być utalentowanym geniuszem tańca, by zawojować parkiety, a jedynie włożyć w to wystarczająco dużo serca i pracy.
Na zajęciach zwraca przede wszystkim uwagę na technikę prowadzenia i podążania, kontakt w parze i inne elementy socialowe tak, aby każdy taniec sprawiał radość obojgu tancerzy.